Piekło

Piekło nie jest wielkim dramatem.
Piekło jest ciche i codzienne.

To uczucie, że ciągle czegoś brakuje.
Że jeszcze nie jesteś wystarczający.
Że musisz coś zrobić, naprawić, udowodnić, osiągnąć – inaczej się rozpadniesz.

Najgorsze jest to, że im mocniej chcesz z tego wyjść, tym mocniej w nim tkwisz.

Bo sama chęć wyjścia tworzy napięcie:
„Muszę przestać się bać” → boisz się jeszcze bardziej.
„Muszę być lepszy” → czujesz się gorszy.
„Muszę wreszcie odpocząć” → odpoczynek wydaje się lenistwem.
„Muszę znaleźć spokój” → spokój ucieka, bo go gonisz.

To nie jest Twoja wina.
To jest bardzo sprytna pułapka, w którą wpadamy wszyscy – pułapka zrobiona z naszego własnego myślenia: „jeśli coś zmienię, będzie lepiej”.
Ale każda zmiana, którą wymuszasz, tylko dokręca śrubę mocniej.

Dlatego nie ma tu listy „jak przestać”.
Nie ma techniki, apki, afirmacji, planu na 30 dni.
Bo każda technika staje się kolejnym „muszę”.

Jest tylko jedno zaproszenie:
zobacz to.

Zobaczyć, że piekło żyje właśnie z Twojej próby ucieczki przed nim.
Zobaczyć to bez oceniania siebie za to, że to robisz.
Zobaczyć – i na chwilę przestać cokolwiek z tym robić.

Jeśli po tych słowach coś w Tobie na sekundę, dwie, trzy… przestało się napinać – zostań w tym.
Nie musisz nic więcej.
To już jest pęknięcie.

A jeśli wróci myśl „tak, ale jak to zrobić na co dzień?” – zobacz też tę myśl.
Ona jest kolejnym obrotem tej samej śruby.

Nie musisz jej wyłączać.
Wystarczy, że ją widzisz.

I tyle.